Wersje językowe
Waluty
Produkt dnia
Producenci
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Wielkie greckie wakacje femmishu 0
Wielkie greckie wakacje femmishu

Wielkie greckie wakacje femmishu

Obrazy ze wszystkich moich greckich wypadów – od niewielkiej wyspy Thassos, przez Kretę, Zakhyntos, Kos, aż po Peloponez – pielęgnuję w swoim umyśle bardzo skwapliwie. Wyjazd z rodzicami dużym fiatem, gdy nikomu nie śniły się bezpośrednie loty, świeże figi rwane prosto z drzewa, doskonałe oliwki kalamata, zapach perfum mojego „jeszcze nie męża”, gdy wtulałam się w jego koszulę, pędząc na skuterze po Krecie, plaża Kapitana Correliego czy wreszcie śpiew wszędobylskich cykad. Mogłabym wymieniać bez końca moje ulubione momenty w krainie, w której ludzie żyją, by odpocząć, a owoce morza można zjeść kilka minut po wyłowieniu.

Z tymi wielkim greckimi wakacjami, chyba trochę przegięłam, ale tydzień totalnego oderwania od rzeczywistości, był tym czego bardzo potrzebowałam.

Greckie obostrzenia

Przesadziłabym, mówiąc, że życie w Polsce i Europie wróciło do normy, ale w ostatnich dniach nikt chyba nie ma wątpliwości, że właśnie na taki sezon wakacyjny po cichu liczyliśmy. Liczba zachorowań zmalała, obostrzenia są zluzowane, podróże możliwe. Dlatego zdecydowaliśmy się na podróż samolotem, po dosyć długiej już przerwie. Wyjazd był krótki, ale udany. Od wielu miesięcy marzyliśmy o Grecji. Nie wiem, co jest w tym kraju, ale jak magnez ciągnie mnie tam.

Grecja to jeden z najchętniej odwiedzanych krajów w Europie. Wyspę nie wyspę, czyli Peloponez odwiedziliśmy po raz pierwszy. Mam wrażenie, że jak żaden inny region oparł się komercjalizacji (albo po prostu dobrze to ukrywa). Dla mnie to wielki plus. Pejzaże wydają się nietknięte przez agresywną cywilizację, a przekraczając mury miasteczek, każdy może poczuć się tak, jakby przeniósł się prosto do początku igrzysk olimpijskich. Nota bene byliśmy zaledwie kilka kilometrów od starożytnej Olimpii i gdyby nie 40 stopni w cieniu, zapewne nie darowałabym dzieciakom.

Krainę Zeusa odwiedziłam ostatnio 7 lat temu i od dawna chciałam do niej wrócić. Przez te siedem lat wiele się u mnie zmieniło i ja sama też się zmieniłam. Kiedyś w czasie podróży byłam jak w amoku – bardzo chciałam zobaczyć i sfotografować jak najwięcej. Dziś mam wrażenie, że sporo rzeczy mi przez to umykało, mam niedosyt i chęć, aby wrócić i dane miejsce poczuć, a nie tylko zobaczyć.

Kontrole związane z covid-19

Obecnie, aby wjechać do Grecji, potrzebny jest paszport osoby zaszczepionej, a dzieci do lat 12 wjeżdżają bez testu z rodzicami, którzy są zaszczepieni. Przed wyjazdem trzeba też wypełnić europejski dokument weryfikacyjny. Najlepiej każdy dokument mieć w formie papierowej. Dokumenty bardzo dokładnie sprawdzono nam jeszcze na lotnisku w Warszawie. Gdy z kolei wracaliśmy do Polski wystarczyło nam zaświadczenie o zaszczepieniu pobrane z profilu pacjenta.

Na Peloponezie, byłam po raz pierwszy i z całą pewnością będę chciała odwiedzić to miejsce ponownie. Opiszę go jako skrawek raju, opustoszały i dziki. Nie ukrywam, że miało to swoje zalety – zero problemu z parkowaniem, zero tłumów, kameralna atmosfera nawet w najbardziej obleganych miasteczkach, cisza i spokój. O pandemii nie da rady do końca zapomnieć. Obowiązek noszenie maseczek obowiązuje w zamkniętych miejscach publicznych oraz przy największych stanowiskach archeologicznych, m.in. dlatego nie odwiedziliśmy Aten. Jeśli wydaje się Wam, że stereotypowy Grek ze swoim luźnym podejściem do reguł nie traktuje tego nakazu na serio, to jesteście w błędzie. Mieszkańcy Grecji, przynajmniej biorąc pod uwagę moją subiektywną ocenę, są bardzo zdyscyplinowani, jeśli chodzi o wszystkie obostrzenia i chyba spadliby z krzesła, gdyby ktoś pokazał im w miniony weekend plażę we Władysławowie.

Peloponez oczami femmishu

Planując podróż na Peloponez, warto wejść nieco głębiej w blogi o tematyce podróżniczej. Niestety wpisując w wyszukiwarce: „co zobaczyć na Peloponezie”, nie ma co liczyć na odkrycie Ameryki. Dlatego zaglądam przede wszystkim na małe blogi pisane przez pasjonatów podróży. Wyciągam z tego wszystkiego złoty środek, aby było pięknie, ale jednocześnie, aby przywieźć do domu coś więcej niż tylko urokliwe zdjęcia.

Dla nas bardzo ważne było też wygospodarowanie czasu na błogie lenistwo przy basenie i w morzu – dla naszej bandy. Basen jest jak spełnienie marzeń, a my z wiekiem coraz mniej lubimy pędzić, więc na zwiedzanie nie zostało nam wcale tak wiele czasu. Z małymi dziećmi szkoda też marnować czas w samochodzie, więc postanowiliśmy odwiedzić najbliżej położone miasteczka, które wydawały nam się najciekawsze. Moim numerem jeden jest Koroni. Atmosfera błogiego spokoju na plaży, nad którą górowała wenecka twierdza, były bezcenne. Dla miłośników oglądania ruin twierdz, z całą pewnością Mythoni jest celem wartym podróży mikro samochodzikiem przy ponad 40 stopniach w cieniu. Twierdza w Mythoni jest absolutnie bajkowa. Niezwykłości dodaje jej fakt, że jej część znajduje się na lądzie, a do ostatniej z części można się dostać kamiennym mostem wychodzącym w morze. To w połączeniu z przepiękną pogodą i ulubionym ostatnio sformułowaniem mojego syna "złota godzina" jest wymarzone dla każdego poszukiwacza przepięknych kadrów.

W koturnach przez Peloponez

Co ciekawe podczas tego wyjazdu, postawiłam na totalny luz i wygodę. Chciałam, aby walizka była możliwie jak najmniejsza. Dlatego zabrałam tylko dwie pary butów do chodzenia. 1,58 pozwala mi się schronić pod ramieniem męża, ale jeżeli nie chcę wkładać zbyt wiele wysiłku w patrzenie mu w oczy, staram się dodać sobie kilka centymetrów. Podczas wypadu na Peloponez postawiłam na buty na koturnie od marki Toni Pons. W skrytości ducha liczyłam, że je wykończę i będę mogła je zastąpić nowym modelem, ale nie. Przetrwały bez większego szwanku. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak wiele mogą znieść szmaciane buty na koturnie. Zamieniałam je na płaskie, gdy zupełnie przypadkiem, pośród palącego słońca udało nam się odnaleźć wodospady kaskadowe Pililimnio. Dojechaliśmy na ich szczyt, ale koczujący tam nomadzi, pokazali nam drogę do malutkiego raju, niczym z tropikalnych oceanicznych wysp. Niewielka dolina, wypełniona bujną roślinnością, pośrodku cicho płynący strumyk, który na końcu rozwidlał się w wodospad. Woda zimna, ale przy 40 stopniach, wielką przyjemnością było popływać w tej czystej wodzie. Co ciekawe, mimo że dotarliśmy tam w sobotę ok. 13, mieliśmy całe to miejsce dla siebie.

Podczas naszych krótkich wypadów poszukuję małych klimatycznych miasteczek, miejsc, które inni uważają, że warto zobaczyć, tym razem najprzyjemniejsze było jednak typowe turystyczne „szlajanie się” bez celu ;). Wszystkim bez wyjątku polecam zjeść obiad albo chociaż napić się kawy w restauracjach usianych wzdłuż nadbrzeża Koroni. Grecka kawa smakuje zupełnie inaczej, niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce, ale właśnie do tego są wakacje, aby poznawać to, co nowe, zdobywać doświadczenia, która jest nieoceniona przy, chociażby tworzeniu nowych kolekcji małych butów damskich dla femmishu.

Czas zabrać się do pracy, wiem że już zastanawiacie się nad kolekcją jesienną. Mam nadzieję, że już za parę dni będę mogła ją pokazać.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl