Październikowe umilacze
Kiedy zaczynają się jesienne weekendy, w domu femmishu jest trochę jak w ulu. To za sprawą dzieciaków. Tymon w połowie października obchodzi urodziny, a już po upływie kolejnych trzech tygodni, świętujemy urodziny Klary. Dlatego już w połowie września żyję tymi imprezami i wówczas skrupulatnie obmyślam plan działania. Zazwyczaj robimy trzy imprezy na przestrzeni tych kilku tygodni. Dzieciaki są już w takim wieku, że chcą celebrować ten moment z kolegami i koleżankami, dlatego Tymon robi jedno spotkanie, Klara drugie, a nam i dziadkom na otarcie łez, zostaje trzecie. W każdym roku formuła ulega zmianie, ale zasada jest podobna. To święto dzieci i one podejmują decyzję, a my jesteśmy jedynie siłą sprawczą. Taki los :)
Tymon rozpoczął cykl, świętowaniem z kolegami i Klarą. Ta dwójka na razie jest nierozłączna. I co mnie bardzo cieszy, nie dlatego, że rodzice każą. Wieczorem, dzień przed spotkaniem, spokojnie przygotowujemy przekąski i atrakcje, tak żeby rano w ferworze działań nie musieć się już tym specjalnie przejmować. Poza tym jest w tej czynności swoista przyjemność – lubię tę podniosłą atmosferę wieczornego krzątania się, nawet jeżeli jest to tylko przesypanie orzeszków czy chrupek do miseczek. Ponieważ Tymon już na wiele tygodni przed spotkaniem obmyśla kogo, zaprosi i co będą robić, nie chcemy z mężem skracać tego dnia do dwóch godzin, dlatego cały dzień jest dla tej radosnej bandy. W tym roku, zabawili do 19:00.
Trzeba zapewnić strawę dla wulkanów energii, fruwających po całym domu. Postawiliśmy na klasykę dań kuchni ogrodowej. Znane i lubiane kiełbaski, osobiście przez konsumentów pieczone nad ogniskiem z opiekaną bułką i pepuczem (czytaj ketchup). Zamiast tortu, daniem deserowym, które zachwyciło młodych ludzi, były pianki pieczone nad ogniskiem. To pomysł Klary, który wszystkim bardzo zasmakował. Tego dnia mama przymknęła oko, na okazy zdrowego jedzenia.
Była też dla mnie nagroda, na koniec dnia dowiedziałam się, że jestem najlepszą mamą na świecie. Cóż mogę powiedzieć, było warto.
Z biegiem lat spotkania dzieciaków wymagają od nas coraz mniej czasu, dzięki temu znaleźliśmy czas na wspólną kawę. To również czas na rozmowy o femmishu małe buty damskie.
Pogaduchy przy kawie
Nie spodziewałam się tak dużego odzewu, na wpis dotyczący ewentualności zamknięcia femmishu małe buty damskie. Smutek, złość i rozżalenie na sytuację, która dotyczy nie tylko femmishu, ale prawda jest taka, że bardzo miło mi z tego powodu. Dlatego staramy się realizować punkt po punkcie nasz plan ratowania sklepu. Otwieram każde drzwi, aby tylko za rok o tej porze nie robić ostatniej wyprzedaży.
Pozostaję wierna zasadzie, że chcę Was o ważnych sprawach informować i to nie zawsze są super wiadomości.
Plan musi być każdego dnia aktualizowany, bo wiele z początkowych założeń, nie sprawdza się. Powodem jest chociażby to, że marce Massimo Poli najpewniej nie uda się ruszyć z produkcją nowych modeli botków, a Brenda Zaro nie potrafi określić kiedy zostanie zrealizowane zamówienie. Nadal liczę, że jeszcze uda się rozszerzyć ofertę botków w małym damskim rozmiarze o nowe modele. Trzymajcie kciuki.
Jeżeli chcecie pomóc, chętnie też dowiem się, jakie macie potrzeby dotyczące małych butów damskich.
Minęła nasza godzinka na kawę i pogaduchy, dlatego wracam do bandy i do usłyszenia na femmishu.
Tymczasem tutaj znajdziecie kozaki marki Massimo Poli.